Aktualności

Zapomniał wół jak przy władzy był

     Przypadkowo natknęliśmy się na popularnym portalu społecznościowym na paszkwil napisany przez pana radnego Dariusza Wójtowicza. Dotyczy on zagrożenia wynikającego z zatrucia czadem na ul. Matejki. Prawdopodobną przyczyną był niesprawny „Junkers”. Przeglądy i utrzymanie tego typu urządzeń należą do obowiązków lokatora.

 

     Pan radny ubolewa, że mieszkania komunalne nie są wyposażone w czujniki ostrzegające przed wysokim stężeniem tlenku węgla. Twierdzi, że to właśnie czujniki są rozwiązaniem dla kilometrów niedrożnych kominów dymowych, wentylacyjnych oraz setek rozwalających się pieców i przedpotopowych gazowych podgrzewaczy wody, jakie po sobie zostawił w lokalach gminnych, nie kto inny, jak były prezydent Grzegorz Osyra – przyjaciel i towarzysz partyjny Pana Wójtowicza, którzy to panowie współrządzili miastem aż przez 8 niedawnych lat.

     Kierując się rozsądkiem i myśląc racjonalnie trzeba stwierdzić, że montowanie czujników w mieszkaniach z dymiącymi piecami oraz niesprawnymi kominami i wentylacją mija się z celem. Czujniki będą bez przerwy wyć. Z praktyki wiemy, że kończy się to dwojako: albo zdenerwowany lokator wyciąga z urządzenia baterie, czyniąc je bezużytecznym, albo uderza w czujnik młotkiem. Najrzadszą reakcją jest telefon do administratora, gdyż w takim przypadku wychodzi na jaw, że okna w mieszkaniu są szczelnie pozamykane, wentylacja zatkana szmatą, a w piecu zamiast węgla, palą się lakierowane meble.

 

     Właściwa kolejność rzeczy jest taka: najpierw trzeba wyremontować kominy, piece i wentylacje, pouczyć lokatorów jak prawidłowo i bezpiecznie eksploatować urządzenia grzewcze i dopiero potem montować czujniki, które będą im służyć długie lata i skutecznie chronić ich zdrowie i życie. Taką właśnie kolejność działań przyjęliśmy i realizujemy od kilku lat.

 

A. G.